Inna twarz depresji

depresja

Prawdą jest, że jestem zwolenniczką pozytywnego podejścia do psychologii. Nie oznacza to jednak, że unikam tematów trudnych, takich jak depresja. Wręcz przeciwnie, jest on mi bardzo bliski i postanowiłam uczynić z niego główny temat tego posta. Bo warto o nim mówić, uświadamiać, dodawać otuchy, a przede wszystkim nie udawać, że coś takiego nie istnieje, lub jest tylko wytworem wybujałej czy jeszcze gorzej rozpieszczonej wyobraźni. Depresja jest bardzo realna i o ile nie jestem zwolenniczką traktowania życia przesadnie poważnie, o tyle tego tematu nie ignoruję nigdy. Z tą tylko różnicą, że depresja nie jest w moich oczach wyrokiem, a bardzo ważnym przystankiem w naszym życiu. Dodam jeszcze, że ten artykuł powstaje w nieprzypadkowym czasie, bo zdaję sobie sprawę że dla niektórych z Was okolice świąt i nowego roku to wyjątkowo trudny okres.

W Internecie znaleźć można mnóstwo mniej lub bardziej naukowych definicji depresji i wyjaśnień tego skąd się ona bierze. Ja chciałabym natomiast podzielić się tym, czym jest ona z mojej własnej perspektywy, na podstawie doświadczeń moich oraz osób z mojego otoczenia. Być może znajdziecie w tym jakąś inspirację dla siebie lub Waszych bliskich. Jeśli macie obok siebie osobę która jest w depresji i czujecie się wobec tego bezradni lub zagubieni, spróbujcie podzielić się z nią tym postem. Czasem taki mały gest może znaczyć dla kogoś bardzo wiele i pokazać, że nie jesteście obojętni. Że pomimo trudnej sytuacji, wspieracie tą osobę całym sercem, widzicie jej zmagania i chcecie dla niej jak najlepiej.

Strach przed depresją

Osoby, które doświadczyły w życiu epizodów depresji zazwyczaj rozwijają w sobie coś, co lubię nazywać strachem przed depresją. Depresjofobią. I znając wszystkie nieprzyjemne symptomy, jakie niesie ze sobą depresja, naprawdę trudno jest dziwić się temu zjawisku. Boimy się że znów stracimy chęć do życia, że pojawi się poczucie bezsilności, beznadziei, boimy się zatracenia w ciemności z której nie będziemy mogli znaleźć drogi wyjścia. A kiedy depresja wraca kolejny i kolejny raz, zaczynamy wierzyć, że nie ma już od niej ucieczki, że jest naszym przeznaczeniem. W konsekwencji czujemy się bezradni i zależni od czegoś, co jest większe od nas, przychodzi z zewnątrz i z zupełną łatwością niszczy nasze życie.

Co gorsza, nie pomagają tutaj informacje statystyczne, które mówią że z każdym kolejnym epizodem depresji zwiększa się prawdopodobieństwo, że będzie ich więcej. Wizyty u psychiatrów również nie nastrajają optymistycznie, kiedy słyszymy że od teraz jesteśmy zależni od leków stabilizujących nastrój, bo bez nich nasz mózg nie do końca sobie radzi. Zaznaczam od razu, że nie jestem przeciwniczką tradycyjnych metod leczenia depresji – korzystajmy z nich jeśli nam pomagają, ale szukajmy też innych dróg, które mogą dodatkowo nas wspierać. Dążę natomiast do tego, że kiedy nosimy w sobie bardzo dużo strachu i ciągle myślimy o czymś negatywnym co ma szansę się wydarzyć, to podświadomie przyciągamy do siebie te zjawiska. Nie mówiąc już o tym, że ciągłe obawy nakładają na nas dużą presję psychiczną.

Depresja nie jest naszym wrogiem

Tak naprawdę depresja nie przychodzi z zewnątrz, nie jest czymś odrębnym od nas. Jest ona raczej pewnego rodzaju kanałem komunikacji, sposobem w jaki pewna część nas próbuje się z nami porozumieć. Nie świadczy ona o tym, że świat o nas zapomniał, lub jakaś wyższa siła chce naszego nieszczęścia (może być to Bóg, przeznaczenie, lub cokolwiek innego w co wierzymy). Wręcz przeciwnie, w ten sposób świat, lub raczej jakaś część nas chce się o nas upomnieć, żebyśmy zaczęli żyć w zgodzie z naszym prawdziwym ‚ja’.
Warto więc potraktować depresję raczej jak naszego sprzymierzeńca, pewnego rodzaju posłańca, który ma nam do przekazania bardzo ważną wiadomość. Dodatkowym pozytywnym efektem ubocznym takiego podejścia jest to, że nagle przestajemy się depresji bać, bo tak naprawdę mamy z nią wspólny cel. Tyle tylko, że jest ona bardzo trudnym towarzyszem podróży – nie bez powodu…

Ratunek ostatniej instancji

Depresja nie przychodzi z powodów błahych, kiedy popełniliśmy w życiu drobny błąd czy na chwilę zboczyliśmy z naszej prawdziwej ścieżki. Jest dokładnie odwrotnie – pojawia się, kiedy przez długi czas ignorowaliśmy bardziej subtelne sygnały o tym, że co w naszym życiu jest nie tak. Podobnie jak wiele innych dolegliwości związanych z ciałem czy psychiką, jest dla nas pewnego rodzaju znakiem stop, który mówi żeby zatrzymać się przez chwilę, spojrzeć na swoje życie i zobaczyć, czy na pewno czujemy się z nim komfortowo. Dlaczego robi to w tak bezwzględny i nieprzyjemny sposób? No cóż, widocznie do tej pory mniej bolesne sygnały do nas nie docierały, więc trzeba było posunąć się do najcięższych metod.

Trzeba przy tym przyznać, że depresja jest w tych działaniach bardzo skuteczna. Sprawia bowiem, że przestajemy interesować się czymkolwiek, stopniowo wycofujemy się z kolejnych aktywności i po jakimś czasie zostajemy tylko my i nasze myśli, emocje, uczucia. Nie możemy już dłużej ignorować tego co kłębi się w środku, a izolacja od ludzi sprawia, że możemy wreszcie usłyszeć swój własny głos. W końcu docieramy do punktu, kiedy sytuacja jest już tak trudna do zniesienia, że pozostają nam tylko dwie możliwości – albo zmienić coś w swoim życiu, albo zupełnie je zakończyć. Jest to zwykle istotny punkt zwrotny, kiedy zauważamy, że dłużej już tak po prostu nie chcemy, a bez naszej inicjatywy nic się samo cudownie nie wydarzy. Przy czym warto uświadomić sobie wtedy również inną ważną i logiczną rzecz: odebrać sobie życie można zawsze, natomiast wtedy nie będzie już odwrotu i możliwości sprawdzenia drugiej opcji.

Dlatego też warto jednak spróbować i zacząć od zmian. Czasem sami w pewien sposób czujemy co mogłoby nam pomóc. Jeśli natomiast czujemy się zagubieni i nie mamy na to pomysłu, poprośmy o pomoc innych ludzi. Upewnijmy się jednak najpierw, że są to osoby dobrze zaznajomione z tematyką depresji. W przeciwnym razie nawet osoby które chcą dla nas jak najlepiej, ale same nigdy nie doświadczyły depresji, mogą nam bardziej zaszkodzić niż pomóc. Wynika to z tego, że przemawiają do nas jak do osoby która myśli racjonalnie i dojrzale, a depresja niestety wypacza ten stan. Wtedy trzeba z nami raczej rozmawiać jak z dziećmi, wyrozumiale, z miłością i bez oczekiwań. Dodatkowa presja i motywowanie mogą być wręcz przygnębiające. Osoby w depresji nie potrzebują presji innych ludzi, a ich obecności.

Zbyt duża presja

Widziałam ostatnio bardzo ciekawą grafikę w języku angielskim, mówiącą o tym że z liter słowa ‚depression’ ułożyć można wyrażenie ‚i pressed on’. Mowa konkretnie o sytuacji, kiedy my sami, lub nasze otoczenie nakłada na nas tak dużą presję, że zaczynamy w tym wszystkim zatracać samych siebie. Tak bardzo staramy się dopasować do oczekiwań środowiska, społeczeństwa, lub tak bardzo staramy się dogodzić innym osobom, że przestajemy już zastanawiać się nad tym, co my sami tak naprawdę czujemy i kim gdzieś tam głęboko w środku jesteśmy. Pojawia się rozdźwięk między naszą esencją a postacią na którą się wykreowaliśmy, z czym czujemy się coraz gorzej. Jednocześnie świadomość tego co się z nami dzieje przychodzi z opóźnieniem, więc jesteśmy zdezorientowani i nie do końca rozumiemy całą sytuację. Pamiętajmy jednak, że nie jest to nasze miejsce i stan docelowy. To zaledwie przystanek, rozdroże, które daje nam szansę powrotu do życia w zgodzie ze sobą.

Stłumione emocje

Z całą tą presją związana jest jeszcze jedna sprawa, która jest moim zdaniem taką ostateczną, bezpośrednią przyczyną depresji oraz innych chorób. Mowa o emocjach, a konkretnie o tych, których nie zwykliśmy wyrażać i które nagromadziły się gdzieś w naszym wnętrzu. Doświadczenia przez które przechodzimy w naszym życiu prowokują pojawianie się różnego rodzaju emocji i jest to zupełnie normalna i zdrowa reakcja. Problem pojawia się natomiast, kiedy zostaliśmy nauczeni, że niektóre z tych emocji są ‚złe’ i nie powinno się ich pokazywać. Może ktoś powiedział nam kiedyś że dziewczynki powinny być grzeczne i nie mogą się złościć? A chłopcy nie płaczą i nie mogą się bać? W efekcie zaczynamy udawać że nasza złość, strach, smutek i inne emocje nie istnieją i po jakimś czasie sami przestajemy je zauważać. Tymczasem one wciąż w nas są, co więcej fakt, że tłumimy wszystko w środku sprawia, że kierujemy te wszystkie ciężkie emocje przeciwko sobie. Zgadnijcie co dzieje się, kiedy nasz wewnętrzny limit zostaje przekroczony…

Zmiany jakie wprowadzamy w swoim życiu w starciu z depresją dobrze jest więc zacząć od opróżniania naszego zbiornika emocji. To nie wydarzy się w ciągu jednego dnia, potrzeba raczej stopniowej, konswekwentnej pracy i wyrażania emocji na bieżąco, oczywiście w konkstruktywny sposób, który nikomu nie zaszkodzi. Zamiast więc wykrzyczeć komuś swój ból prosto w twarz, spróbujmy krzyku w poduszkę w zaciszu swojego domu. Możemy także wyposażyć się w worek do boksowania, od czasu do czasu porządnie się wypłakać, lub po prostu wyżyć się na siłowni. Z czasem sami zaczynamy zauważać, czego potrzebujemy w danym momencie i co działa na nas najlepiej. Stopniowo stanie się to naszym naturalnym rytuałem i potrzebą i poczujemy się lżej. W taki sposób bowiem dajemy naszym emocjom sygnał że są zauważone i respektowane, w związku z czym nie będą już musiały podstępnymi sposobami domagać się naszej uwagi. Poeksperymentujmy również z emocjami które przychodzą nam najtrudniej – czy na pewno ich w nas nie ma, czy raczej tak długo je maskowaliśmy, że już nie mamy świadomości ich obecności?

Wyparte potrzeby

Maskujemy i wypieramy nie tylko swoje emocje, ale także potrzeby. Chodzi o te potrzeby, które w przeszłości nie były zaspokajane, w związku z tym podświadomie bardzo mocno czujemy ich obecność. Każdy z nas ma bowiem w sobie określony zestaw potrzeb, bardzo charakterystyczny dla ludzi. Na przykład każdy z nas musi jeść, ale dopiero kiedy zostajemy bez środków do życia zaczynamy naprawdę silnie odczuwać tę potrzebę. Jeśli mamy pieniądze i supermarket za rogiem, przestajemy w ogóle myśleć o odczuwaniu głodu, lub wręcz czerpiemy z zaspokajania tej potrzeby przyjemność. Jeśli natomiast jesteśmy głodni i nie możemy nic zjeść, stopniowo przejmuje to nad nami kontrolę, zaczyna skłaniać nas do określonych zachowań, nie możemy skupić się na niczym innym. Bo głód można zignorować przez krótki czas, ale na dłuższą metą jedynym rozwiązaniem żeby sobie z nim poradzić, jest jego zaspokojenie.

Podobnych potrzeb jest wiele, mogą to być na przykład potrzeby związane z bezpieczeństwem, bliskością, przynależnością, miłością. Szczególnie istotne są one w dzieciństwie, kiedy ich zaspokojenie jest bezpośrednio zależne od innych osób. Jeśli któraś z tych potrzeb nie jest zaspokajana, zaczynamy spychać tę potrzebę na bok, udawać że nie istnieje, odwracać naszą uwagę, żeby tylko jej nie czuć. Czasem funkcjonujemy tak przez długie lata, ale ‚głód’ w pewnym momencie wraca, często pod postacią depresji. Dlatego tak często widzimy wtedy, że zachowujemy się trochę jak małe, zranione czy zaniedbane emocjonalnie dzieci. Nie zdajemy sobie sprawy że takie właśnie dziecko nosimy w sobie i to ono zaczyna przez nas przemawiać w tych chwilach, kiedy jest nam najtrudniej. Jest to dobry moment, żeby przyjrzeć się swoim niezaspokojonym potrzebom i zaopiekować się nimi – bo teraz, jako dorośli ludzie, mamy na nie większy wpływ. W pewnym sensie sami stajemy się dla siebie rodzicami i sami jesteśmy odpowiedzialni za zaspokajanie własnych potrzeb.

Depresja jest formą upartości

Dochodzimy teraz do bardzo ważnego punktu na mapie rozważań nad depresją. Otóż z mojej perspektywy depresja nie rozwija się u osób, które mają w sobie dużo pokory i są zawsze otwarte na nowe rozwiązania. Depresja przychodzi w momencie, kiedy stajemy się uparci i nie chcemy zaakceptować faktu, że coś poszło nie po naszej myśli. Nie chcemy pogodzić się z faktem, że są pewne rzeczy, na które nie mamy wpływu. Że są pewne rzeczy, których nie da się kontrolować i które nie zawsze będą działy się tak, jak to sobie zaplanowaliśmy. Jedną z takich sytuacji jest np. rozstanie czy bycie zakochanym bez wzajemności. Jesteśmy tak bardzo zorientowani na tylko tę jedną osobę z którą nie możemy być, że wydaje nam się że wszystko inne nie ma sensu. Jeśli nie ta osoba, to jestem skazany na wieczne cierpienie i nie chcę żyć. Tymczasem prawda wygląda tak, że świat jest pełen ludzi i jeśli tylko zechcemy się rozejrzeć, to z czasem znajdziemy kolejną osobę, która nas zainteresuje. Ale osoba w depresji nie chce przyjąć tego do wiadomości, ma poczucie tego, że wie lepiej i że wszelkie alternatywy nie są dla niej. Jest skupiona tylko na tej jednej rzeczy która poszła nie tak i uważa, że to była dla niej ostatnia szansa.

Wiele sytuacji, kiedy zostajemy postawieni przed czymś na co nie mamy wpływu, dotyczy relacji z innymi ludźmi. Myślę że właśnie dlatego depresja tak często dotyka introwertyków, dla których ta strefa życia bywa wyjątkowo problematyczna. Niestety jedynym rozsądnym rozwiązaniem jest zaakceptowanie faktu, że nie możemy kontrolować innych ludzi. Każdy z nas jest inny, ma wolną wolę i wykorzystuje ją przede wszystkim z myślą o sobie samym, co jest zdrowym i naturalnym odruchem umożliwiającym przetrwanie. Oczywiście dobrze jest oczekiwać od bliskich osób wsparcia i serdeczności. Ale jeśli za każdym razem kiedy ktoś zrobi coś nie uwzględniając nas będziemy czuli się urażeni i odrzuceni – no cóż, sami wiecie jak może się to skończyć. Relacja zawsze dotyczy więcej niż jednej osoby i mamy bezpośredni wpływ tylko na naszą własną część. Możemy próbować rozmawiać z innymi osobami o naszych potrzebach jeśli uważamy to za słuszny kierunek, ale to od nich zależy, jak się ostatecznie zachowają. I czy nasz świat naprawdę kończy się, jeśli akurat ktoś zrobił coś dla siebie, a nie dla nas?

Depresja vs świadomość

Rozglądając się wokół łatwo jest zauważyć, że depresja szczególnie często dotyka osób inteligentnych, które bardzo dużo myślą i żyją przede wszystkim w swojej głowie. Jest to zresztą bezpośrednio związane z emocjami, które (niespodzianka) również mają swoje źródło w umyśle i w naszej interpretacji rzeczywistości. Dlatego dla osób świadomych wyrażanie emocji jest szczególnie ważne, bo najczęściej ich ilość jest wprost proporcjonalna do naszej skłonności do autorefleksji, oraz do zdolności widzenia tego, co dzieje się wokół. To co wtedy odkrywamy nie zawsze jest łatwe, a tłumienie tego jest najprostszą drogą do depresji. Depresja jak sama nazwa wskazuje, ma dezaktywować presję. Bo naszym naturalnym trybem jest życie pełne wolnych wyborów, pozbawione nadmiernego nacisku, nakazów i ograniczeń i podświadomie wszyscy zdajemy sobie z tego sprawę. Co więc pojawia się, kiedy połączymy świadomość ze swobodnym wyrażaniem siebie? Wolność. Wolność bycia sobą, wolność od presji otoczenia, wolność od depresji, która w starciu z osobistą wolnością zwyczajnie traci rację bytu. I tego właśnie nam wszystkim życzę.

Zobacz także

2 komentarzy

  1. Przy depresji warto sprawdzić poziom wit D we krwi, badanie nazywa się 25OHD. W zimę jej nie wytwarzamy, a ma bardzo duże znaczenie dla naszego ducha i ciała :).
    Można mnie teraz spalić na stosie za to mądrzenie się :).
    PS. Ja tutaj tak przypadkiem, gościnnie, bardzo przyjemnie się czyta Twoje teksty, chciałbym kiedyś nauczyć się tak pisać. Pozdrawiam ciepło.

    1. Zdecydowanie tak Grzegorzu, w naszym klimacie powinno się suplementować witaminę D od października od kwietnia. W razie wątpliwości warto zrobić badanie o którym wspominasz, ukłony za ten komentarz. Dziękuję za miłe słowa i pozdrawiam 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *