Wrażliwość w starciu z rzeczywistością

introwertyk

Przychodzą czasem takie momenty jak dziś, kiedy rozglądając się dookoła, widzę głównie rzeczy, których nie chciałabym widzieć. Im bardziej staram się poukładać swój świat wewnętrzny, tym wyraźniej widzę pewne zjawiska w świecie zewnętrznym, które trudno mi zaakceptować. Wrażliwość i empatia dodatkowo potęgują to zjawisko, a ja czuję, że coraz trudniej jest mi odnaleźć spokój i harmonię, lub podobnie czujących ludzi. Bo choć świat pełen jest cudownych ludzi o pięknych sercach, to zwykle najgłośniej krzyczą Ci, którzy mają najmniej do powiedzenia… A mnie jedyne, co przychodzi na myśl to „Obudźmy się!”.

Widzę obojętność, znieczulicę, brak życzliwości wobec ludzi. Egoizm, niezdrową rywalizację, zazdrość, pogoń za władzą i pieniędzmi, brak autorefleksji. Widzę przemoc, ignorancję, bezmyślność, brak współczucia dla innych istot. Widzę obarczanie innych odpowiedzialnością za własne nieszczęścia, widzę znęcanie się nad zwierzętami, przemysł hodowlany i wiele innych rzeczy, które są tak powszechne, że aż większość osób nie widzi w nich nic złego. A na szczycie tego wszystkiego alkohol i inne używki które nadużywane pomagają ludziom radzić sobie z taką ‚normalną’ rzeczywistością.

Nie krytyka, a działanie zmieniają świat

Widzę nienawiść, widzę wyśmiewanie się z tych, którzy mają odwagę pokazać prawdziwych siebie. Którzy nie boją się działać, wyrażać swoich myśli, którzy mają cel, chcą wnieść coś do tego świata. Łatwo jest krytykować, samemu nie robiąc nic i w ten sposób podbudowywać resztki swojego ego. Bo osoby najbardziej skłonne do krytyki najczęściej drżą na samą myśl o odsłonięciu kawałka siebie, bo same boją się tego, co mogłyby tam znaleźć. Wolą więc wytykać najmniejsze błędy innym, bo to daje poczucie wyższości… Tymczasem to nie krytyka, a inicjatywa i odwaga wnoszą wartość do tego świata i powinny być doceniane.

Jest nas więcej

I wiem, wiem że nie jestem w tym światopoglądzie sama. Wiem, że wielu z Was ma podobne odczucia i wcale nie oznacza to, że nie pasujemy do tego świata. Nie oznacza to również, że jesteśmy lepsi, albo gorsi od innych. Każdy z nas jest na innym etapie drogi i na swój sposób stara się prowadzić takie życie, na jakie pozwala mu obecna sytuacja i stan świadomości. Jedni są już dość daleko na ścieżce osobistego rozwoju, a niektórzy w tym życiu nawet o niej nie pomyślą. Nikt z nas nie jest również z gruntu zły, po prostu nasze bolesne doświadczenia, zwłaszcza te dotyczące dzieciństwa ‚zmuszają’ nas niekiedy do wykształcenia pewnych mechanizmów obronnych. Wiele z nich jest pomocnych i efektywnych w danym momencie, ale na dłuższą metę nie są zbyt zdrowe. I to zarówno dla nas, jak i dla otoczenia, prowadząc do różnego rodzaju nieodpowiedzialnych zachowań.

Odpowiedzialność za swoje życie

Celowo użyłam tu słowa ‚nieodpowiedzialnych’, bo trudne doświadczenia nie zwalniają nas z wzięcia odpowiedzialności za siebie, w tym za własne szczęście. Dlatego tak bardzo uwielbiam cytat, który mówi, że „Być może Twoje rany to nie Twoja wina, ale to Ty jesteś odpowiedzialny za ich leczenie”. I nie, nie chodzi o to żeby być idealnym, bo nikt z nas nie jest. Każdy z nas ma coś na sumieniu, każdy z nas wciąż popełnia błędy. Ale piękne jest to, że kiedy stajemy się świadomi tego, co zrobiliśmy nie tak wczoraj, mamy szansę zmienić to dziś. Nie bójmy się przyznać do tego, że się zmieniamy. Że ewoluuje nasz światopogląd, że dziś w tej samej sytuacji zachowalibyśmy się zupełnie inaczej niż tydzień temu. I wcale nie jest to oznaką niekonsekwencji, a rozwoju.

Wciąż do przodu

Najważniejsze jest to, żeby wciąż szukać, nawet jeśli inni za Tobą nie nadążają. Żeby codziennie stawać się lepszą wersją samego siebie, dojrzalszą od tej wczorajszej i przedwczorajszej. Prawdziwszą, wolną, autentyczną, dobrą dla siebie i dla innych. Żeby się starać, próbować, robić swoje, mimo że nie zawsze prowadzi to bezpośrednio do osiągnięcia celu. Bo jak pewnie wiecie najważniejsza w tym wszystkim jest droga, a nie jej kres. Nie musimy zadowolić czy ocalić całego świata, ale jeśli pomożemy jednej osobie, to jest to już bardzo dużo. Nie możemy też zmienić całego świata, ale możemy dać dobry przykład i zacząć od siebie.

I doceniajmy. Te drobne rzeczy które spotykają nas każdego dnia, a obok których przechodzimy obojętnie. Czyjś uśmiech, bezinteresowny gest, ciepły promień słońca na twarzy. Wdzięczność, zrozumienie i serdeczność to rzeczy które skutecznie oświetlają przygnębiającą rzeczywistość, więc warto o nich pamiętać. Ostatecznie – co innego nam pozostaje…

Zobacz także

2 komentarzy

  1. Wspaniale napisane. Na pewno są ludzie o pięknych duszach. I warto szukać takich osób na swojej życiowej drodze. Jednak kultura w jakiej żyjemy dyskryminuje od początku te najbardziej wrażliwe jednostki. A promowane szlachetne wartości służą do zachowania pozorów i uspokojenia sumienia. Najczęściej przy okazji świąt. Kierunek w jakim świat podąża nie napawa optymizmem. Ludzie z chęcią przyjmują system, który jest okrutny, bo niesie ze sobą sobą korzyści dla tych silniejszych jednostek dla których te przyziemne rzeczy są najistotniejsze. No cóż tak jest i tyle. Najważniejsze to akceptacja samego siebie i swojego miejsca na Ziemi:)

    1. Cześć Mati, dziękuję za ten komentarz. Zwrócę tylko uwagę na jedno sformułowanie którego użyłeś, mianowicie „silniejsze jednostki”. Nie uważam żeby mniej wrażliwi ludzi byli silniejsi od tych bardziej wrażliwych. No i warto pamiętać o tym co powiedział kiedyś Gandhi, czyli „bądź zmianą, którą chcesz widzieć w świecie”. Sama świadomość potrzeby zmian na świecie jest oczywiście niezbędna i jest punktem wyjścia, ale to dopiero działanie może się przyczynić do jakiejkolwiek poprawy. Pozdrawiam ciepło.

Pozostaw odpowiedź Mati Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *