Najpierw myślę, potem mówię

introwertyk

Jestem dość niechętna wobec stwierdzenia, że żyjemy w ekstrawertycznym świecie. Powiedziałabym raczej, że żyjemy w takim świecie, jaki sobie stworzymy, nawet jeśli będzie on inny od tego, czego oczekiwałaby od nas większa część społeczeństwa. Muszę jednak zgodzić się z jednym – współczesny, dynamiczny sposób prowadzenia rozmowy oparty na szybkiej wymianie zdań na pewno został stworzony przez ekstrawertyka. I mam przeczucie, że przed wprowadzeniem w życie nie został opatrzony certyfikatem ‘odpowiedni dla introwertyków i wwo’ 😉 W każdym razie mojej aprobaty by raczej nie zyskał. Ale zacznijmy od początku.

W praktyce wygląda to mniej więcej tak: wchodzę do mojej ulubionej szkoły tańca. Miejsce niby znane, ale jednak za każdym razem atmosfera jest trochę inna. Sporo ludzi, ogólny zamęt. Mój mózg wciąż przetwarza napływające zewsząd nowe bodźce, światło, zapachy, ruch, dźwięki, zmianę temperatury. Wokół wiele twarzy, każda niesie ze sobą nieco inny przekaz emocjonalny. Do tego zaczynam zastanawiać się, czy na pewno zamknęłam samochód. Wpadam na chwilę w wir procesowania, co wygląda mniej więcej tak, jak wtedy kiedy pootwieramy w naszej internetowej przeglądarce zbyt wiele zakładek. Wszystkie niby pracują, ale każda trochę wolniej. A jak przesadzimy, to zawieszają się wszystkie.

I wtedy właśnie w moim kierunku pada pytanie. PYTANIE. Jakby ktoś chciał się upewnić, to tak, to właśnie jest ta brakująca wisienka na torcie. I mniejsza z tym czego to pytanie dotyczy – odpowiedź na większość z pytań które słyszymy na ‘dzień dobry’ zwykle nie wymaga zbytniej elokwencji. Ale najpierw trzeba pytanie usłyszeć i zrozumieć. A potem znaleźć w głowie słowa. A system nie odpowiada. Niebieski ekran. Taki ‘zawieszony’ mózg potrzebuje kilku ładnych sekund zanim dojdzie do siebie i zorientuje się w sytuacji. I te właśnie kilka sekund wystarcza do tego, żeby nasz rozmówca zaczął się nam dziwnie przyglądać, zastanawiając się co dzieje się w środku. Albo jeszcze gorzej, żeby zaczął w międzyczasie rozmawiać z kimś innym. A my przecież tylko… Eh…

Nie musi być głośno

Tego typu sytuacje nie zawsze muszą być związane z przebywaniem w miejscach, gdzie dużo się dzieje. Czasem wychodzą na powierzchnię nawet w przyjaznych introwertykom środowiskach, takich jak własne mieszkanie. I tak na przykład rozmawiam w ciszy i spokoju z moim partnerem, kiedy pada TO pytanie. TO, czyli takie z gatunku głębokich, ważnych, czy emocjonalnych. Odpowiedź na takie pytania jest szczególnie przebiegła, bo wymaga przeanalizowania całej gamy czynników. Intencji z jaką zadane zostało pytanie, mowy ciała rozmówcy, moich własnych emocji wywołanych niespodziewanym zwrotem akcji i ogólnego szoku związanego z tempem konwersacji. Do tego dochodzą dźwięki zza ściany i wspomnienia, jakie przywołało w mojej głowie to pytanie. Zanim dojdę do etapu na którym mogłabym w ogóle zacząć zastanawiać się nad odpowiedzią, mój partner już wydaje się być znudzony. Upewnia się czy zrozumiałam pytanie i czy wszystko ze mną w porządku. ‘Tak jak najbardziej’, odpowiadam. ‘Po prostu potrzebuję chwili czasu na odpowiedź’.

Niecierpliwość

Zaraz potem zaczynam rozmyślać czy to ze mną jest coś nie tak, czy to może świat w którym żyje jest aż tak niecierpliwy. I całym sercem staram się czuć, że to jednak to drugie. W przeciwnym wypadku musiałabym założyć własną niekompletność, co niekoniecznie jest moją ambicją. Myślę więc, że może światu tak naprawdę nie zależy na odpowiedziach z głębi serca czy umysłu? Takich przemyślanych, przeanalizowanych, które przeszły już pierwszą, wewnętrzną korektę? Może po prostu chodzi o to, żeby podtrzymać rozmowę, kontynuować wymianę zdań, nawet jeśli nie mają one większego znaczenia? A może jednak inne mózgi są na tyle wydajne, że są w stanie przygotować zgrabną, błyskotliwą i odzwierciedlającą rzeczywistość wypowiedź w ułamku sekundy?

Po przemyśleniu tematu (i wielu długich sekundach) dochodzę do wniosku, że prawda jak zwykle leży gdzieś pośrodku. Faktem jest, że ludzkie mózgi różnią się od siebie i jedni z nas mogą komunikować się w bardzo szybkim tempie, zachowując pełną logikę wypowiedzi, a drudzy mają problem żeby ‘na szybko’ powiedzieć cokolwiek. Z drugiej jednak strony pamiętajmy, że przeciętnie występuje pewnego rodzaju korelacja między czasem przygotowania wypowiedzi, a jej wartością merytoryczną. Mówiąc konkretnie, te dwie wartości są do siebie zazwyczaj wprost proporcjonalne. To nie jest więc tak, że czas który wykorzystujemy zanim otworzymy usta jest czasem straconym. Po prostu nasza odpowiedź będzie uwzględniała trochę więcej czynników, których być może bardziej spontaniczna osoba nawet nie zauważy.

Nasze mocne strony

Daje to bardzo klarowny obraz tego, jakie są mocne strony introwertyków i osób wysoko wrażliwych. Może nie staniemy się nigdy mistrzami błyskawicznej, ciętej riposty, ani najgłośniejszymi osobami w dynamicznej, grupowej dyskusji. Za to istnieje spora szansa na to, że po takiej szybkiej wymianie zdań ktoś zwróci się do nas, by usłyszeć naszą opinię na omawiany temat. Jesteśmy bowiem dobrym źródłem przemyślanych uwag, uwzględniających wszystkie dostępne czynniki i okoliczności. Bardzo często dobrze rozumiemy także pojęcie inteligencji emocjonalnej i potrafimy się nią posługiwać. Nie od dziś wiadomo, że za niemal każdym wielkim mówcą czy przedsiębiorcą w historii stał życzliwy doradca czy myśliciel, bez którego nic nie mogłoby się wydarzyć. Przypadek?

Możliwości rozwoju

Każdy styl prowadzenia rozmowy jest więc bardziej lub mniej korzystny w zależności od sytuacji. I żaden nie jest lepszy od innego, pod warunkiem że przyświeca nam szacunek dla drugiej osoby. Pamiętajmy też, żeby zawsze dać sobie czas na przemyślenia, którego potrzebujemy w danym momencie. Nasz rozmówca z pewnością również chętnie poczeka chwilę dłużej, jeśli zależy mu na naszej opinii. W końcu nie przypadkowo rozmawia właśnie z nami. Oczywiście zachęcam wszystkich ambitnych do pracy nad sobą i treningu własnych umiejętności konwersacyjnych. Wierzę bowiem, że to właśnie w tych obszarach, które sprawiają nam najwięcej trudności mamy szansę najbardziej się rozwinąć. I że wrodzony talent to tylko część sukcesu. Warto się nad tym pochylić zwłaszcza wtedy, kiedy ograniczenia na które napotykamy zaczynają nam przeszkadzać, albo wręcz stawać na drodze do osiągnięcia celów. Ale nie znaczy to, że mamy zrezygnować z naszych cennych zdolności obserwacji i analizy. Kluczem do sukcesu jest raczej to, żeby korzystać z nich w sposób kontrolowany i jeśli zechcemy, pozwolić sobie na odrobinę luzu i niedoskonałości. Bez niepewności, strachu przed oceną i wszystkich tym podobnych, niepożądanych chochlików.

Zobacz także

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *