Koniec świata

introwertycy

Tak się dziwnie składa, że wybywam na chwilę na drugi koniec świata. Nie zabieram Was ze sobą – mam zamiar zwiedzać Nową Zelandię lżejsza o zbędny ciężar w postaci komputera i jego komponentów, a przede wszystkim w postaci myśli i spraw, które zostawiam tutaj na miejscu. Jeśli są ważne, to na mnie tu poczekają. Jeśli nie – widocznie nigdy ważne nie były. Mam nadzieję że Wy poczekacie i że będziecie choć trochę tęsknić. Ja będę na pewno. Introwertycy są w tym wbrew pozorom całkiem nieźli, prawda?

Przed wyjazdem chciałabym jednak podzielić się z Wami małą refleksją, spowodowaną pewnym magicznym numerkiem. 50 – taki numer otrzymał w moim tajnym introwertycznym folderze ten oto artykuł. I niezmiernie cieszę się, że udało mi się do takiego nieco okrągłego już numeru dotrzeć. Bo kiedy coś się zaczyna, to nigdy nie ma się pewności, czy wystarczy zaangażowania, motywacji, zapału, by kontynuować swój pierwotny plan. A tymczasem mnie się wciąż chce, w dodatku mam coraz więcej przyjemności z pisania dla Was i cieszy mnie, że codziennie jakaś część Was zagląda na stronę lub na Facebookowy fanpage.

Dlaczego?

Kiedy zastanawiam się dlaczego właściwie mam ochotę poświęcać na to swój czas (którego i tak zawsze jest za mało), dochodzę do wniosku, że dostrzegam w tym wszystkim sens nieco głębszy niż tylko zapełnianie strony treścią i obsesyjne przyciąganie czytelników. Ja naprawdę wierzę w to, że o introwersji warto jest mówić. Że powinno się przypominać ludziom o tym co to tak naprawdę jest i rozprawiać się z mitami na temat introwertyków. Tych ostatnich narosło już zresztą tyle, że proces walki z nimi przypomina trochę roztapianie zapałką góry lodowej. Ale od czegoś trzeba zacząć, prawda? W końcu z małej zapałki może z czasem rozniecić się potężny ogień.

Dla kogo?

Dla kogo warto pisać? Dla introwertyków, by poczuli się lepiej i raźniej we własnej skórze. Dla ekstrawertyków, by zobaczyli że niektórzy mają inaczej i mogą mieć różne potrzeby. Dla nauczycieli, rodziców, kadry zarządzającej i wszystkich tych, którzy pracują z ludźmi – by dali im prawo do bycia takimi, jakimi są i potrafili wydobyć z każdego indywidualny potencjał. Dla osób, które introwersją przykrywają różnego rodzaju zaburzenia, od nerwicy, fobii, po depresje i wiele innych, by w końcu zrozumieli, że smutek nie jest wpisany w osobowość nikogo z nas. Dla wszystkich tych, którzy są ciekawi świata i którzy chcieliby lepiej zrozumieć drugiego człowieka. Dla każdego, kogo interesuje tematyka psychologii, typów osobowości, funkcjonowania ludzkiego mózgu i procesów, które nami sterują. Dla świata, by podkreślać jego piękno, różnorodność, która przejawia się między innymi właśnie w tym, jacy jesteśmy. I wreszcie dla siebie… bo lubię, chcę i potrzebuję.

Inwestycja

Przez chwilę miałam nawet wyrzuty sumienia, że przez jakiś czas na stronie nie pojawi się nic nowego. To przecież totalnie wbrew zasadom prowadzenia strony, bloga, czegokolwiek co gromadzi czytelników i z definicji potrzebuje aktualnych, regularnie publikowanych treści. Ale wiem też, że żeby to, co publikuję, miało szansę nieść w sobie jakąkolwiek wartość, muszę przede wszystkim zainwestować w samą siebie. We własny rozwój, w nowe przygody i znajomości, wszystko co inspiruje, poszerza horyzonty, skłania do refleksji i czym będę mogła się później dzielić. A nie znam lepszego sposobu na tego rodzaju inwestycję niż podróże i odkrywanie świata. Dlatego nieco już spokojniejsza pakuję walizkę i lecę. Obiecuję przywieźć to, co najcenniejsze.

Błagam, nie miejmy wyrzutów sumienia robiąc coś dla siebie. I śmiało mówmy o introwertyzmie. Do zobaczenia za 3 tygodnie.