Praca nad perspektywą: to się opłaca!

reakcje

Taki miałam niedawno doskonały plan na weekend: wreszcie dużo wolnego czasu, idealne warunki do domowego relaksu, nadrobienia zaległości w sieci, napisania artykułów… A wyszło tak: zostawiłam w piątek ładowarkę od laptopa w miejscu, z którego mogłam ją odebrać dopiero w poniedziałek, laptop padł, a ładowarka okazała się tak mało popularna że nigdzie nie mogłam jej dostać. Jednym słowem – z planów nici.

Kilka dni później wyjechałam samochodem z domu bez portfela (czyt. bez dokumentów, pieniędzy, dowodu rejestracyjnego, czegokolwiek). W dodatku zorientowałam się że go nie mam w momencie, kiedy miałam zapłacić w pewnym miejscu za usługę, z której zdążyłam już skorzystać. Znajomy patrząc na mnie powiedział wtedy, że bardzo spokojnie zareagowałam na tę sytuację. Odpowiedziałam refleksją na temat tego, jak właściwie inaczej miałabym zareagować i co miałoby mi to dać. Ale po chwili uznałam że ma rację – ludzkie reakcje na nieprzyjemne sytuacje bywają bardzo różne.

Teraz znów znajduję się w niewygodnej sytuacji spowodowanej nietrafną być może, ale moją własną decyzją. I choć czasem bywa trudno, zamiast się poddać, staram się wyciągnąć z niej jak najwięcej wniosków. Zacisnąć zęby i zamiast rozpaczać zrozumieć, że to doświadczenie jest dla mnie i pewnie pomoże mi zachować się rozsądniej w przyszłości.

Inspiracja

… i wiecie co? Taka właśnie zagmatwana codzienność zainspirowała mnie do napisania notki na temat tego, jak nasze podejście do przeciwności losu zmienia perspektywę i wpływa na to, jak sobie radzimy z trudnościami. Można usiąść i płakać, albo uznać że wszystko dzieje się po coś i dostosować się do nowych warunków. Zwłaszcza że bardzo często obserwuję jak wielu z nas zmaga się i walczy z każdą najdrobniejszą przeciwnością losu… A te są przecież nieodzowną częścią naszego życia! I nie, nie mówię o tym żeby odrzucić zupełnie złość czy inne negatywne emocje. Przez pierwszą chwilę dobrze jest pozwolić im wybrzmieć, pod warunkiem jednak, że się w nich nie zatracimy.

Mamy wybór

Ogólnie rzecz biorąc, w każdej niesprzyjającej sytuacji mamy do wyboru co najmniej dwa skrajne sposoby reakcji, do których moglibyśmy dodać pewnie jeszcze rozmaite reakcje pośrednie:

1. Pozycja ofiary

Jak wygląda ofiara? Uważa, że los jest zawsze przeciwko niej, że ma pecha, że nic się jej nigdy nie uda, że jest do niczego i że inni mają lepiej. Czuje się skrzywdzona przez życie, przez samą siebie i każde potknięcie widzi tylko przez pryzmat negatywów. Stoi w miejscu, bo w tak niesprzyjających okolicznościach nie widzi innej możliwości.

2. Pozycja ucznia

Co robi uczeń? Wierzy w to, że każda sytuacja w życiu jest dla niego doskonałą lekcją, która pozwala mu się rozwijać. Że wszystko dzieje się po coś, że skoro coś mu nie wyszło, to widocznie ma wyjść mu coś innego. Że życie poprowadzi go tam gdzie powinno, a niepowodzenia bywają wskazówkami od losu. Elastycznie dopasowuje się do tego, co przynosi kolejny dzień.

Skoro to takie proste, dlaczego tak często wybieramy pierwszą opcję?

Otóż powodów jest wiele. Po pierwsze, tak jest zwyczajnie najłatwiej. Poddanie się negatywnym, spontanicznym emocjom nie wymaga wysiłku i inicjatywy. Po prostu dajemy się ponieść… i tyle.

Po drugie bycie ofiarą jest wbrew pozorom bardzo wygodne. Nie pomoże nam w rozwoju osobistym, ale za to da nam prawo do użalania się nad sobą, a nawet do oczekiwania współczucia i lepszego traktowania od innych ludzi!

Wielu z nas nie próbuje również świadomie kontrolować swoich reakcji. Nie wiemy, że jest to coś nad czym można pracować i że jeśli zechcemy, możemy żyć inaczej.

Dlaczego właściwie warto jednak wybrać drugą opcję?

Bo jest to jedyna dobra ścieżka pracy nad sobą, która pomoże nam się naprawdę efektywnie rozwijać. W końcu nie od dziś wiemy, że najwięcej możemy nauczyć się na własnych błędach. Jeśli każdego dnia chcemy być choć krok dalej, musimy przejąć kontrolę nad własnym życiem – w tym nad tym, jak reagujemy w obliczu różnych sytuacji.

Co ważne, takie podejście do sprawy pomaga też dużo łatwiej uporać się ze spadkiem nastroju spowodowanym niepowodzeniami. Jeśli przeciwności losu potraktujemy jak lekcję, a nie jak porażkę, od razu staną się one dla nas mniej uciążliwe.

Co to ma wspólnego z introwersją?

Piszę o tym właśnie tutaj, bo uważam że jest to temat bliski każdemu człowiekowi, niezależnie od tylu osobowości. I warto, by każdy z nas poświęcił mu choć krótką chwilę refleksji.

Zauważyłam również, że wielu introwertyków ma niestety tendencję do użalania się nad sobą. Nie do końca wiem z czego to wynika – być może myślimy tak wiele, że negatywne myśli łatwo nas przytłaczają? A może część z nas nie jest introwertykami, tylko introwertyzmem zasłania pewne schorzenia i nieprawidłowości, które tłumaczyłyby negatywne podejście do życia, depresję i czarnowidztwo?

Kontrola daje moc

Niezależnie od przyczyny, chciałabym przypomnieć tylko, że nasze reakcje mogą być świadome, kontrolowane i niezdominowane przez temperament. Wystarczy zastanowić się nad tym i wziąć sprawy w swoje ręce.

Wszystko zależy od nas – świat jest takim, jakim go widzimy i jak go interpretujemy. Podobnie nasze życie i nasz los – nie zawsze mamy wpływ na to co się nam przytrafia, ale my decydujemy, co z tym zrobimy. Trzymam więc kciuki za nas wszystkich, byśmy potrafili wybierać mądrze i świadomie. Każdego dnia.